competitivebenchmark Na listę oczekujących

Kennisbank

Na czym się wygrywa w transporcie, teraz gdy AI przejmuje pracę

Gdzie leżą godziny w transporcie

Firma transportowa zarabia pieniądze w łańcuchu planowania, wykonania i sprawozdawczości. Planowanie kursów, przydzielanie pojazdów i kierowców, nadzorowanie czasów ładowania, prowadzenie track & trace, rozliczanie faktur i dokumentów celnych, obsługa reklamacji dotyczących opóźnień. Duża część tych godzin nie idzie na samą jazdę, lecz na jej organizację: kto jedzie kiedy dokąd, co się dzieje, gdy coś idzie nie tak, i jak to jest odnotowywane wobec klienta i nadawcy.

Wynik transakcji od dawna był zdeterminowany przez okoliczności związane z obsadą kadrową: ile było planistów, jak byli doświadczeni, ile kierowców było dostępnych w dniu szczytu. Kto miał więcej ludzi przy telefonie i przy tablicy planowania, mógł obiecać więcej. To jest warstwa, która teraz się przesuwa.

Co się zmienia, gdy planowanie odbywa się samo

Planowanie kursów, optymalizacja stopnia załadowania i pierwsza triaż opóźnień to zadania, w których oprogramowanie już dziś przejmuje dużą część pracy obliczeniowej. Nie wszędzie: w jednej firmie algorytm planowania działa już samodzielnie do ostatecznego przydziału, w innej podobny system istnieje, ale każdy odbiegający kurs jest jeszcze oceniany przez planistę i uwalniany dopiero po zatwierdzeniu. Różnica nie tkwi w branży, lecz w tym, jak daleko firma zaszła w przekazywaniu decyzji i w nadzorze nad tym.

Gdy ta praca obliczeniowa w dużej mierze odpada, czas dostawy nie jest już wynikiem tego, ile personelu zaangażowano. Dwie firmy z taką samą liczbą pojazdów mogą wtedy prezentować inny wskaźnik wiarygodności dostaw, po prostu dlatego, że jedna warstwa planowania automatycznie przeplanowuje przy zakłóceniu, a druga robi to jeszcze ręcznie. Porównanie na „jesteśmy szybsi” staje się w ten sposób porównaniem na to, kto najszybciej automatycznie radzi sobie z zakłóceniem, a nie na to, kto ma największy dział planowania.

To samo dotyczy track & trace i komunikacji z klientem przy opóźnieniu. Dużą część tego może obsłużyć system samodzielnie: automatyczne powiadomienie, przeliczony ETA, propozycja odszkodowania. Co pozostaje jako praca ludzka, to wyjątek: ładunek, który jest uszkodzony, klient, który dzwoni zły, sytuacja, w której potrzebna jest ludzka ocena tego, co jest rozsądne. Firmy, które to rozróżnienie mają wyraźnie zorganizowane, umieszczają swoich ludzi właśnie tam, gdzie robi to różnicę, a nie przy rutynowym przekazywaniu opóźnienia, które system już znał.

Co to robi ze zwycięskim argumentem

Dopóki czas dostawy był kwestią obsady kadrowej, wygrywała ta strona, która mogła wykazać, że ma wystarczająco dużo ludzi i pojazdów. Teraz, gdy część planowania działa samodzielnie, argument przesuwa się w kierunku czegoś innego: jak odporny jest system na zakłócenia, jak szybko odchylenie jest zauważane i korygowane, i kto ocenia przypadki, które nie są rozwiązywane automatycznie. To jest inny dowód niż „mamy dużo sprzętu”. To dowód dotyczący podejmowania decyzji w warunkach zakłócenia, nie skali.

Dzięki temu zmienia się też to, o co pyta nadawca w przetargu. Gdzie dawniej pytano o wielkość flory i obsadę kadrową, teraz pyta się o czas naprawy przy zakłóceniu, o sposób komunikowania opóźnienia, o to, kto ocenia wyjątki. Twierdzenie takie jak „dostawy na czas” można obecnie uzasadnić tylko liczbami dotyczącymi zachowania systemu przy odchyleniu, a nie liczbą kierowców na liście płac.

Ten wzorzec przesuwającego się zwycięskiego argumentu, gdy AI przejmuje zadanie, nie ogranicza się do transportu. Tę samą logikę można rozpoznać w tym, co obecnie decyduje w usługach biznesowych, gdy AI przejmuje pracę nad dokumentacją, w tym, jak zwycięski argument w handlu detalicznym się przesuwa, gdy praca nad zapasami i cenami zostaje zautomatyzowana, oraz w tym, co zmienia się w edukacji w porównaniu między dostawcami, gdy AI przejmuje pracę oceniania. Wciąż to samo pytanie: które zadanie przesuwa się z obsady kadrowej na nadzór, i co dzięki temu staje się nowym dowodem.

Kto podejmuje ten osąd, i gdzie on nie należy

Czy firma faktycznie pozwala przejąć funkcję planowania lub część komunikacji z klientem, jest decyzją tej firmy, tak jak pytanie, co to oznacza dla ludzi, którzy tę pracę wykonują obecnie. Jeśli ta kwestia dotyka decyzji personalnych, obowiązują dla nich własne wymogi prawne; nie są one tu omawiane i nie podaje się tu również uzasadnienia dla takich decyzji. O co tu chodzi, jest węższe i bardziej faktyczne: które zadanie w łańcuchu jest już dziś w dużej mierze wykonywane przez oprogramowanie, które zadanie działa z nadzorem ludzkim, a które zadanie pozostaje pracą ludzką, i co to znaczy dla pozycji konkurencyjnej.

Co może Pan/Pani teraz zrobić

Podstawowe pytanie, jaka praca w Pana/Pani własnym planowaniu, wykonaniu i kontakcie z klientem jest rzeczywiście do przejęcia przez AI, jest odpowiadane na podstawie zadań przez skan pracy FTE TO AI. Do porównania z grupą porównawczą potrzeba najpierw wiedzieć, na jakich wymiarach Pan/Pani sądzi, że wygrywa, i czy da się to udowodnić. Jak można to samodzielnie oszacować dla własnej sytuacji, opisano w wyjaśnieniu, jak znaleźć, na czym Pana/Pani firma naprawdę wygrywa, a jak często tę ocenę należy powtarzać, gdy AI przejmuje więcej pracy, opisano w objaśnieniu, jak często analiza konkurencyjna wymaga powtórzenia.

Bezpłatna kontrola wymiarów jest pierwszym krokiem: Pan/Pani wskazuje, na czym sądzi, że wygrywa, i widzi, które z tych twierdzeń można obronić dowodami. Pełny benchmark, z wynikami dla Pana/Pani grupy porównawczej i matrycą dowodową dla każdego wymiaru, jest w budowie.